Zastanawiałam się, czy to pisać, czy pasuje. I kiedy zdecydowałam, że pasuje, nagle nie wiem czemu się w ogóle zastanawiałam.
Drugi dzień szkolenia był wyzwaniem. W zasadzie samo pójście tam było wyzwaniem. Za bardzo rano, a ja co prawda wstaję o 8, ale budzę się o 12. Do tego wstałam w formie nie nadającej się do prezentacji publicznie, co było niestety widać. I jakby tego było mało: albo mam leniwy termometr, albo miałam niecałe 36 stopni. Z kwitnącego człowieka w zombie w 12 godzin :)
Czy wspominałam, że szkolenie było wspaniałe, cudowne, rewelacyjne, rozwijające, fascynujące, intrygujące, oszałamiające, olśniewające, pouczające, radosne, wzmacniające, odkrywające... hyyy, skończył mi się oddech. Byłoby szkoda, gdyby mnie na nim nie było :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz