Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 października 2014

inka #7

idąc za ciosem...
zawsze panicznie bałam się używać angielskiego.
ale tak się składa, że muszę, w pracy - tylko, że pół biedy, bo piszę maile, a pisanie jest zawsze prostsze, niż rozmawianie. przed każdą rozmową żołądek wywijał mi się na lewą stronę.

ale...
od paru tygodni dość często, prawie codziennie, rozmawiam po angielsku, a tydzień temu miałam nawet randkę w lengłydżu! i przeżyłam! i dogadałam się! (i chcę jeszcze, ale to już nie jest temat na tego bloga:))

okazuje się, że wcale nie jest ze mną tak źle językowo, jak mi się wydawało.

(a niedawno zrobiłam sobie certyfikat na poziomie B2, właściwie bez nauki, ot, z podejścia).

inka #6

kocham taniec.
od zawsze. odkąd pamiętam.
w podstawówce chodziłam na kurs, byłam w zespole. chodziłam na wszystkie dostępne, a czasem nawet i te niedostępne dyskoteki.
tańczę w klubach, w barach, sama w domu, jeśli tylko jest możliwość.
od wielu lat próbowałam wziąć się za jakąś regularną aktywność fizyczną. od kilku sezonów mam pracowego Multisporta,
jednak wszelkie próby regularnych fitnessów (no, poza tym rokiem, kiedy co tydzień chodziłam na aqua-aerobic...do czasu, kiedy zmieniła się instruktorka) spalały na panewce po tygodniu, dwóch, trzech (to już max).
trzy tygodnie temu, naprowadzona na drogę przez Justynę, zapisałam się na zajęcia z burleski.
ale we czwartek akurat koleżanka zaprosiła na piwo. tydzień później byłam w Paryżu. a wczoraj dostałam smsa ze szkoły, że oto pierwsze zajęcia nie były trzy tygodnie temu, tylko odbędą się własnie dziś, że wcześniej trwało zbieranie grupy.
no i - zebrałam się i ja. i poszłam. chociaż do ostatniej chwili się kiwałam na boki i usiłowałam znaleźć świetną wymówkę.
ale poszłam.
poszłam.
i KOCHAM TO.
odnalazłam coś dla mnie. zmysłowe, wymagające, seksowne, piękne (plus obcasy!).
cała ja.
mimo, że wieki nie ćwiczyłam, dałam radę przez godzinę naciągać wszystkie możliwe mięśnie, intensywnie się ruszać. czerpać z tego niesamowitą przyjemność.
dlaczego, DLACZEGO zbierałam się do tańca przez tyle lat? przez tyle lat szukałam czegoś dla siebie, nie tam, gdzie naprawdę chciałam i gdzie mnie ciągnęło?
(przecież tę burleskę odkryłam...dobre 5 lat temu, kiedy w Akademii Walki i Tańca Gota byłam na masażu).

no ale. lepiej późno, niż wcale - mówią. ano pewnie, że lepiej!

środa, 27 sierpnia 2014

inka #5

napisałam raport do ministerstwa.
nie pamiętam, od kiedy to czekało.
zajęło mi 15 minut.
poszło do sprawdzenia w działach różnych.
ale jest, i ewentualne poprawki to już pikuś.

tyle.

czwartek, 7 sierpnia 2014

inka #4

z moją Mamą stosunki jakie mam, wiemy tylko my dwie. taka trochę love-hate relationship. dwa ogniste znaki, dwa ciężkie charaktery. kochamy się strasznie, drzemy koty strasznie.
dziś zadzwoniła, i znów zaczęło się jęczenie, czemu nie piszę tej pracy.
ano temu, że nie jest mi to do niczego potrzebne (tak, wiem satysfakcja, wiem - ale do tego dojdziemy, tylko inną notką/za jakiś czas).
że ciągle tylko mam poczucie winy, że nie spełniam oczekiwań innych ludzi. że całe swoje dorosłe życie żyję wyborami innych. że studia, bo skoro się nie dostałam na wybrane, wymarzone, to przecież GDZIEŚ MUSZĘ, bo jak to, rok czekać, uczyć się i zdać, i się dostać, ale zaczynać później, niż koledzy z liceum? nevah.
że owszem, być może ze swoich własnych wyborów nie byłabym zadowolona - ale nigdy nie miałam szansy tego sprawdzić, bo zawsze robiłam coś dla kogoś, coś dla innych, dla bezpieczeństwa nie tylko swojego.
więc - dość.
dość poczucia winy, że zawodzę wszystkich, bo nie jestem taka, jakiej się mnie oczekuje. bo nie robię tego, czego chcą inni.
DOŚĆ.


niedziela, 20 lipca 2014

inka #3

może to nie jest jakieś specjalnie osiągnięcie, ale...
założyłam wczoraj krótkie spodenki. bardzo krótkie spodenki, nie sięgające nawet połowy uda.
założenie czegoś TAK krótkiego przerastało moje możliwości, spódnice/sukienki do kolana, krótkie spodenki tuż przed.
ale jakoś tak wyszło, założyłam - i patrząc na siebie w lustrze pomyślałam, że ja to mam ALE fajne nogi!

(w ogóle jestem fajna).

no, a kolejnym krokiem będzie walka z cellulitem;)

piątek, 18 lipca 2014

inka #2

i od razu, idąc za ciosem, z dnia dzisiejszego.
ostatnio, po kilku miesiącach (!) rozważań, szukania - nie szukania prawnika, wreszcie spotkałam się z panią mecenas w sprawie, dzięki której mogę odzyskać sporą sumę pieniędzy.

dziś zebrałam się w sobie, zeskanowałam i wysłałam do pani prawnik niezbędne dokumenty. i zamierzam dalej DZIAŁAĆ.


inka #1

a jednak - dołączyłam!
nie mogę powiedzieć, że nieśmiało. bo dziś - w tym momencie - mam jakiśtakiś nastrój, który mówi mi, że wszystko mogę.

moje doing100scarythings zaczęłam wczoraj.
po raz trzeci - i wierzę w to, że ostatni - zamknęłam coś, czego zamykanie ciągnęło się od...od połowy stycznia na wyrywki, od połowy maja nieustająco. z pierwszym przytupem 1 czerwca, drugim 22 czerwca i ostatnim wczoraj.
napisałam ostatnią wiadomość, pożegnałam się, przeprosiłam, że tak. zablokowałam użytkownika na fb. wykasowałam historię rozmów, ciągnącą się od 17 sierpnia zeszłego roku. usunęłam numer z telefonu, usunęłam kontakt z vibera, ukryłam historię skype.
wieczór spędziłam w dobrym towarzystwie, najpierw kogoś bliskiego, potem filmu.
staram się eliminować niewłaściwie marzenia a natrętne myśli kierować na inne tory.

teraz jest mój czas.

a to dostałam wczoraj, na nową drogę życia, od takiej jednej wspaniałej Kobiety. niesamowite, jak wielu wspaniałych Ludzi jest wokół mnie!