sobota, 10 stycznia 2015

Justyna #20

Przez ostatni miesiąc codziennie chciałam uciec daleko. Każdego dnia nie uciekłam i byłam aż do końca. Nie mogłam inaczej, ale łudzę się, że byłam bardzo odważna. 
To, czego się bałam najbardziej, już się wydarzyło. Przetrwałam. Okazało się, że mogę zrobić i przeżyć znacznie więcej, niż myślałam. Teraz jestem bardzo zmęczona. I smutna. I nic więcej. 

wtorek, 30 grudnia 2014

Magda #31

Jak to się stało, że nie napisałam o egzaminie? Ano zdawałam międzynarodowy egzamin w ramach certyfikacji na kouczynię.
Dostałam linka, login i hasło oraz 60 dni na wypełnienie. Zebrałam się w sobie. Kliknęłam. Przeczytałam opisy i ostrzeżenia, wpisałam dane do logowania... i nic. Po kilkunastu próbach rozmaitych kombinacji wreszcie się poddałam. Jak nic - dostałam złe dane do logowania.
Szybki mail do osoby, która tym zarządza - ale gdzie, odpowiedzą za dwa tygodnie, a ja jestem gotowa już, nie chcę by ta para poszła w gwizdek. Desperacja.
Dużo zabawy było po drodze: emocjonalne stany nieustalone, telefon do biura głównego, łańcuszek ludzi dobrej woli prowadzący do uzyskania numeru telefonu do żywej osoby, kolejny telefon aż wreszcie uzyskałam właściwe dane.
Na dzień dobry byłam już zmęczona. A dalej było 155 pytań i 3 godziny na wypełnienie testu. Pod koniec dysponowałam już inteligencją ameby. Totalne wyjałowienie umysłowe.
Do tego stopnia, że nawet nie strzeliłam fotki wynikom, które mi się wyświetliły po wykonaniu testu. A takie ładne były, z wykresami i w ogóle. :)

piątek, 19 grudnia 2014

Magda #30

Miałam poprowadzić malutki wykład dla coachów w trakcie całodniowych zajęć superwizyjnych. Odwaga we mnie wstapiła i zgłosiłam się do bycia superwizowaną, czyli do otrzymania informacji zwrotnej. 

Wtem! okazało się, że mam prowadzić całe zajęcia (aaaa!). Odwaga ze mnie wystąpiła i udała się żwawo w nieznanym kierunku.

Skończyło się tym, że prowadziłam zajęcia, superwizje, superwizowałam coacha i superwizora. Czyli byłam Nad-Szyszkown... nad-superwizorem chciałam powiedzieć. Było grubo. I kto wie - może odkryłam nowe powołanie? ;)

niedziela, 14 grudnia 2014

Magda #29

Zaległe, więc nadrabiam.

Znalazłam się wtem! w sytuacji, w której musiałam udawać kogoś innego. I to przez dłuższy czas. I wejść w interakcje z innymi osobami.

Brzmi pewnie dziwnie, ale działo się to w dobrej sprawie.

Cała trudność polega na tym, ze ja nie potrafię udawać kogoś, kim nie jestem. Jestem absolutnie niezdolna do tego, by zadzwonić gdzieś i udawać potencjalnego klienta, jeśli wiem, że tak naprawdę nie chcę nic kupować. Albo zadzwonić gdzieś i tak nawiązać gadkę, żeby pozyskać jakieś informacje. Albo udawać w scenkach szkoleniowych, dramach itp sytuacjach. No nie umiem i już. Za każdym razem kiedy próbuję, wychodzi z tego jakieś freak show.

O tym, czego się ode mnie oczekuje dowiedziałam sie już jadąc na miejsce, wywleczona z łoża boleści dramatycznym telefonem z błaganiem o pomoc. Byłam o włos od zawrócenia, ale dobry samarytanin we mnie wziął górę.

Owszem, to było freak show. W życiu się tak głupio nie czułam przez tak długi okres. Co sobie wspomnę, brzydkie słowa cisną mi się na usta. W życiu tego nie zrobię drugi raz. Ale ten - dałam radę.

sobota, 29 listopada 2014

Magda #28

Poszłam na imprezę, gdzie nie znałam nikogo poza gospodynią. O matulu. Mam problem z pójściem na imprezę gdzie znam większość gości, a tu... Okazało się, że jest jeszcze gorzej - na imprezie obecne były osoby, które szkoliłam dwukrotnie na przestrzeni ostatnich dwóch lat. 

Co tu kryć, nie zapamiętuję twarzy ani imion uczestników szkoleń. Nie, inaczej: zapamiętuję natychmiast i zwracam się do nich po imieniu przez całe szkolenie. Następnego dnia po szkoleniu pamięć się resetuje i jest gotowa na przyjęcie kolejnego pakieru informacji. 

I oto spotykam kilka takich osób w sytuacji pozaszkoleniowej. I one mnie pamiętają...

Nie uciekłam. Pogadałam miło. Przetrwałam. 

Nie było łatwo i wcale nie stawało się łatwiej z czasem. Ale coraz lepiej sobie daje radę i bardzo mnie to cieszy.

wtorek, 11 listopada 2014

Agnieszka #5

To był najstraszniejszy dzień w mojej nowej pracy. Sama na dyżurze, bezpośredni przełożony na urlopie i tylko dwie małe linki asekuracyjne via Skype.
Ale dałam radę :D
Przeżyłam, na większość pytań klientów znałam odpowiedzi.
Ufff, ulga.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Justyna #19

Postawilam sie dzisiaj. Dwa razy powiedziałam, że nie zrobię tego, co mi kazano. Za drugim razem zostałam usłyszała i wysłuchana. Możliwe, że mówiłam głośniej i dobitniej. I chyba dodałam coś o marnowaniu czasu. Bardzo grzecznie i z szacunkiem.
Czy to przypadkiem nie był wstęp do bycia asertywnym?