sobota, 10 maja 2014
Perdo #3
Walczę z własnym mózgiem i strachami, które generuje.
Ciemne korytarze, z mnóstwem pajęczyn i wypadających z zaułków trupów.
Nie lubię tego. Mało spektakularne, ale konieczne, żeby ruszyć dalej.
piątek, 9 maja 2014
Zuzanka #1
Miałam pojechać do ZUS-u. Z pytaniem. Wczoraj stałam w korku, więc nie pojechałam. Dziś też nie, bo spóźniłam się, a było do 15. I 7 godzin się zbierałam, żeby odpisać księgowej męża, że nic nie załatwiłam. Ale odpisałam. Nie lubię odpisywać na maile.
Magda #4
Ekstrakcja ósemki.
Raz miałam i bardzo źle wspominam. Urwał mi się skrzep, rana wymagała ponownego czyszczenia i bolało tak, że słowo nie opowie, pióro nie opisze. A tu trzeba usunąć drugą, bo wyrosła w kierunku policzka i grozi konsekwencjami.
Ponoć jak wchodziłam do gabinetu, byłam blada bladością nie do opisania. Adrenalina wylewała mi się uszami, a móżdżek gadzi wysyłał tak silne hasło do ucieczki, że musiałam trzymać się poręczy, żeby nie wyskoczyć z fotela. Wydawało się, że zabieg trwa wieczność, choć w realnym świecie minęło jakieś 30 sekund. Ze znieczuleniem i uspokajającymi opowieściami, siedziałam na fotelu może w sumie z 10 minut. Tak, moja dentystka jest zębowym magiem. Albo wróżką. Zębuszką.
Potem opowiedziała mi o szkoleniach, na które jeździ regularnie, w trakcie których ćwiczy ekstrakcję szwajcarską metodą, która jest trudna i wymagająca dla dentysty, ale mniej bolesna pacjenta, szybsza i sprzyjająca szybszemu gojeniu. Czad.
Weekend miałam w całości zaplanowany, w tym dwie imprezy i spotkanie z kimś, kogo bardzo chciałam poznać osobiście. W dodatku w piątek o świcie moje plany weekendowe się skomplikowały, kiedy to poproszono mnie o asystowanie na szkoleniu z coachingu.
Umówienie się do stomatologa na piątek nie było chyba szczególnie trafnym pomysłem, ale wiedziałam, że jak teraz odwołam, to trzeci raz będzie jeszcze trudniej. Tak, to było drugie podejście - raz uciekłam z fotela.
Teraz do poniedziałku dieta z płynów i lodów.
JESTEM GOTOWA.
czwartek, 8 maja 2014
Magda #3
Kastracja kociąt. Zawsze mnie przeraża. Milion myśli: a co, jeśli...? Martwienie się na zapas. Cały dzień oczy wokół głowy - jak się czują, czy wszystko w porządku. Sprawdzanie co 5 minut czy oddychają. Wielka, wszechogarniająca paranoja.
Na razie jest wszystko ok. Uff.
Na razie jest wszystko ok. Uff.
Perdo #2
Dzisiaj porażka - dzień bez przerażających rzeczy, za to miłe spotkanie z dawno niewidzianym bliskim człowiekiem.
Natomiast we śnie przerobiłam trudną sytuację i potem analizowałam ją przez cały dzień.
I doszłam do wniosku, że to, czego się najbardziej bałam, poczucie wstydu, że zawaliłam, zawiodłam bliskie osoby, minęło.
Bo te osoby wcale nie są bliskie, im wcale nie zależy na mnie i że zrobią wszystko, żeby się w obecnej sytuacji wybielić.
Konsekwencje poniosę ja. I jakoś ich najmniej się boję.
Bałam się, że zawiodłam.
A tymczasem inni mają mnie w dupie - w końcu to zrozumiałam.
Ale to było przerażające. To było oczyszczające.
Czyli przede mną dwa wyzwania na jutro.
Będzie się działo
środa, 7 maja 2014
Perdo #1
Miałam odebrać telefon. Albo chociaż oddzwonić. Nie zrobiłam tego. Ale odpisałam na wiadomość. To było też wymagające wysiłku, ale łatwiejsze. I oczywiście okazało się (poraz 10000000000001), że mój mózg generuje potwory tam, gdzie zaledwie chodzą małe pająki (a pająki przecież lubię).
No ale pierwsze wyzwanie za mną. Może na fali sukcesu coś jeszcze dzisiaj zrobię?
wtorek, 6 maja 2014
Magda #2
Pech chodzi parami, więc nie tylko zepsuł mi się samochód, ale do tego w wyniku działania pana laweciarza destrukcji uległ lakier.
Miesiąc się zbierałam, żeby do niego zadzwonić. Zadzwoniłam w poniedziałek - nie było go. We wtorek zadzwonić było o wiele trudniej. ALE - zadzwoniłam. Jestem umówiona na przyszły tydzień na lakierowanie. Yay.
Miesiąc się zbierałam, żeby do niego zadzwonić. Zadzwoniłam w poniedziałek - nie było go. We wtorek zadzwonić było o wiele trudniej. ALE - zadzwoniłam. Jestem umówiona na przyszły tydzień na lakierowanie. Yay.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

