Wzięłam lekcję śpiewu.
Śpiewu.
Ja.
Pani Od Śpiewu powiedziała, że nie widziała do tej pory żeby ktoś wpadał w taką panikę, kiedy ma śpiewać.
To tak w ramach przekraczania własnych barier. Dawać mnie medal. :)
środa, 17 czerwca 2015
środa, 3 czerwca 2015
Magda #36
Bez zbędnej zwłoki odebrałam pismo z sądu. Z SĄDU.
Okazało się, że to coś związanego z osiedlem, na którym mieszkam i ludźmi, o których w życiu nie słyszałam - wysłano, bo jest obowiązek powiadamiania wszystkich współwłaścicieli.
Dobrze, że nie czekałam i nie denerwowałam się. Słowo SĄD jednak brzmi gromko w duszy najbardziej nawet praworządnego obywatela :)
Okazało się, że to coś związanego z osiedlem, na którym mieszkam i ludźmi, o których w życiu nie słyszałam - wysłano, bo jest obowiązek powiadamiania wszystkich współwłaścicieli.
Dobrze, że nie czekałam i nie denerwowałam się. Słowo SĄD jednak brzmi gromko w duszy najbardziej nawet praworządnego obywatela :)
poniedziałek, 16 marca 2015
Magda #35
Od razu jadę z drugim wpisem, Nawet nie wiecie, jak bardzo się stresowałam przed pierwszym szkoleniem w tym projekcie.
W końcu to wielki projekt - półroczny - a ja go firmuję swoją twarzą. Monolog wewnętrzny aż huczał.
Tak tylko chciałam się pożalić. Szkolenie było super i na koniec dostałam od jednego z uczestników wiersz o tematyce szkolenia. Serio. Napisał i wyświetlił na ścianie :)
Oto dowód:
W końcu to wielki projekt - półroczny - a ja go firmuję swoją twarzą. Monolog wewnętrzny aż huczał.
Tak tylko chciałam się pożalić. Szkolenie było super i na koniec dostałam od jednego z uczestników wiersz o tematyce szkolenia. Serio. Napisał i wyświetlił na ścianie :)
Oto dowód:
Magda #34
To nie było jednego dnia, ale przez wiele dni.
Wiele dni spędziłam na przygotowaniach do wystartowania z dużym projektem szkoleniowym. Projekt jest duży, więc uczestnictwo kosztuje. Uczestnictwo kosztuje, więc ludzie długo się zastanawiają. Ludzie długo się zastanawiają, więc masz poczucie, że twoje wysiłki idą jak krew w piach.
I tak przez 7 miesięcy. 8 darmowych szkoleń prezentujących mnie i mój warsztat.
14 marca projekt ruszył.
Po pierwsze - wytrwałość. Po drugie - wytrwałość. Po trzecie - wytrwałość. Warto przemagać zniechęcenie i porażenie takim horyzontem czasowym.
Po pierwsze - wytrwałość. Po drugie - wytrwałość. Po trzecie - wytrwałość. Warto przemagać zniechęcenie i porażenie takim horyzontem czasowym.
czwartek, 26 lutego 2015
Magda #33
Przeprowadziłam coś, co do tej pory wydaje mi się kosmiczne. A byłam ćwierć sekundy od stchórzenia. A może i 1/8.
Regularnie uczestniczę w warsztatach superwizji dla coachów. Znaczy przyglądamy się naszej pracy coachingowej i dostajemy informację zwrotną. Już dwa razy chciałam sie zgłosić do prowadzenia sesji w trakcie warsztatów, ale "się nie złożyło". Wiecie, jak jest. ;)
Tym razem było kombo. Pierwszy raz w życiu brałam udział w teleklasie, czyli zajęciach przez telefon. Dwa słowa, albo lepiej jeden hasztag: #fobiatelefoniczna. Zepsuty mikrofon w telefonie, więc muszę krzyczeć albo gadać przez blutufa. Blutuf się rozładował akurat, taki był niemiły.
I teraz wisienka na torcie aka moja nemezis: coaching był grupowy, czyli brało w nim udział więcej osób niż tylko klient. Przez telefon. Naraz.
Myślałam, że tam zeżrę biurko z tych nerwów.
No więc, ludzie - zrobiłam coś kosmicznego. Poprowadziłam coaching grupowy przez telefon. Sama siebie podziwiam.
wtorek, 24 lutego 2015
Magda #32
Prowadziłam Poważny Sampling Coachingowy Dla Poważnej Firmy. Rzecz sama w sobie stresująca - czy wszystko pójdzie dobrze, czy zrobię dobre wrażenie, czy klient się zachwyci i takie tam...
Do tego przedmiotem spotkania były metody coachingu grupowego, więc trzeba było zrobić coaching w grupie, która niekoniecznie jest gotowa do pracy coachingowej, po prostu chce zobaczyć coacha i jego warsztat. Wyzwanie!
Zwykle trema włącza mi się godzinę przed warsztatem, ale tym razem włączyła mi się już w poprzedzający wieczór. Ajajaj.
Twardym trzeba być, nie "mientkim". Pojechałam, zbudowałam bezpieczeństwo, popracowałam coachingowo. A na koniec klientka pochwaliła moje flipcharty, które pracowicie rysowałam dzień wcześniej specjalnie na to spotkanie :)
Zwykle trema włącza mi się godzinę przed warsztatem, ale tym razem włączyła mi się już w poprzedzający wieczór. Ajajaj.
Twardym trzeba być, nie "mientkim". Pojechałam, zbudowałam bezpieczeństwo, popracowałam coachingowo. A na koniec klientka pochwaliła moje flipcharty, które pracowicie rysowałam dzień wcześniej specjalnie na to spotkanie :)
wtorek, 3 lutego 2015
Nuta #7
Dawno nie pisałam (ale nie tylko ja, jak widzę:). Może od robienia strasznych rzeczy człowieka staje się silniejsza i już nie musi rozpisywać sobie,tylko po prostu idzie i robi?
Może tak. Ale do czasu, aż rzecz kiedyś straszna, teraz ujarzmiona, na powrót stanie się przerażająca.
Nie zdałam jednego z egzaminów tak dobrze, jak należało, tak dobrze, jak bym chciała. Dałam się zwieść, nie byłam wystarczająco sprytna i za bardzo zaufałam nie tym, którym powinnam.
Efekt jest taki, że za 20 minut mam pójść do profesor od metodologii rozmawiać o niesłusznym moim zdaniem potraktowaniu jednej z odpowiedzi jako błędnej.
Od godziny próbuję znaleźć powód, żeby nie pójść.
Jeśli prof. nie uzna moich argumentów (w tej chwili powątpiewam, czy je w ogóle mam), myślenie o sobie dobrze będzie znów bardzo trudne.
Może tak. Ale do czasu, aż rzecz kiedyś straszna, teraz ujarzmiona, na powrót stanie się przerażająca.
Nie zdałam jednego z egzaminów tak dobrze, jak należało, tak dobrze, jak bym chciała. Dałam się zwieść, nie byłam wystarczająco sprytna i za bardzo zaufałam nie tym, którym powinnam.
Efekt jest taki, że za 20 minut mam pójść do profesor od metodologii rozmawiać o niesłusznym moim zdaniem potraktowaniu jednej z odpowiedzi jako błędnej.
Od godziny próbuję znaleźć powód, żeby nie pójść.
Jeśli prof. nie uzna moich argumentów (w tej chwili powątpiewam, czy je w ogóle mam), myślenie o sobie dobrze będzie znów bardzo trudne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
